Spotykamy się kilka razy w tygodniu, czasem prawie codziennie, jeśli pozwala na to czas. Niedzielna
Msza akademicka, w poniedziałek gra w siatkówkę, dalej - spotkania biblijne, które
próbujemy wznowić po rocznej przerwie, spotkania tematyczne, w czwartek modlitwa w duchu Taizé, w
czwartek kameralna Msza akademicka w kapliczce Porcjunkula. Do tego próby śpiewu, spotkania spontaniczne,
kiedy trzeba coś zrobić, przygotować. Mamy za sobą wiele wspólnych wyjazdów, zarówno tych najbliższych
jak i bardzo dalekich, jak choćby Taizé w Lizbonie i Mediolanie. Wspólnie uczestniczymy w różnych
wydarzeniach kulturalnych i religijnych w mieście. Z boku patrząc, można by zapytać "o co w tym wszystkim
chodzi?!"
Z jednej strony jest to pytanie dość banalne. Z drugiej strony nieraz sama z trudem poszukuję na nie odpowiedzi. Duszpasterstwo akademickie - to powinno mówić samo za siebie. Przychodzi mi na myśl porównanie do grupy przyjaciół - są razem na co dzień, ale tak rzadko dociekają, czym jest przyjaźń! Kiedy pojawia się pytanie, stają w jego obliczu bezradni. Odpowiedzi są różne, zależnie od chwili i doświadczeń, od uczuć i wydarzeń. Ja sama nieraz zastanawiałam się, czym jest duszpasterstwo, widząc, że wszystko jest dobrze i niemal nie wierząc, iż tak może być. Kiedy indziej chwile refleksji nachodzą mnie w czasie zwątpienia w ideę duszpasterstwa, a raczej - w sposób jej realizacji.
Dla mnie duszpasterstwo to już trzy lata, nawet trochę dłużej.
Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej.
Zaczynałam, kiedy było nas bardzo mało. Ponoć na mszę akademicką przychodziło więcej osób, ale ja ich nie znałam. Najpierw trafiłam na spotkanie biblijne. Później, za namową kolegi, na modlitwę w duchu Taize. Zamierzałam tylko zobaczyć, jak jest. Nie zamierzałam jechać na Europejskie Spotkanie Młodych, ale tak się ułożyły sprawy, iż pojechałam. Jakkolwiek może to zabrzmieć, byłam tym faktem szczerze zdziwiona... Do tej pory modlitwy Taize znaczą dla mnie najwięcej.
Początkowo duszpasterstwo było dla mnie przede wszystkim spotkaniem z Bogiem. Tego najbardziej potrzebowałam i szukałam. Potem zaczęłam powoli poznawać kolegów, przyjaciół, zaczęły powstawać więzi międzyludzkie. Takie normalne jak w innych grupach przyjaciół.
Nie da się ukryć, że duszpasterstwo to przede wszystkim wspólnota. Spotkania na modlitwie zazwyczaj kończą się długimi rozmowami w kawiarence parafialnej czy naszej akademickiej salce. Spotykamy się też tak, jak grupa przyjaciół, zupełnie prywatnie. Rozmawiamy, oglądamy filmy. Każdy wyjazd, a nawet każdy dzień sprawia, że znamy się coraz lepiej. Poznajemy nawzajem swoje talenty i mamy możliwość wykorzystania ich z pożytkiem dla innych. Jeśli by ktoś myślał, że wszyscy jesteśmy równie energiczni i pełni pomysłów na każdą okazję - byłby w błędzie.
Jesteśmy bardzo różni. To dobrze. Tak możemy więcej zrobić. Do duszpasterstwa trafiają różne osoby. Czasem takie, które kiedyś wcale nie były blisko kościoła. Mierząc ludzką miarą nigdy nie trafiłyby do duszpasterstwa, choćby przez własne zdanie o sobie. Jest w tym pewien fenomen, którego wiara nie pozwala nazwać "przypadkiem"...
Bycie w duszpasterstwie bywa trudne. Paradoksalnie wcale nie chodzi o czas! Czas i siły można znaleźć, jeśli się tego naprawdę chce. Nieraz zagubi nam się gdzieś prawdziwy sens duszpasterstwa. Za bardzo - spotkanie ze znajomymi. Za mało - spotkanie z Bogiem. Nieraz zapominamy, że od młodzieży z duszpasterstwa można więcej wymagać. Nie tyle deklaracji słownych, zbiorowych akcji, przygotowania czegoś, pomocy w czymś. Najtrudniej pamiętać, że musimy od siebie wymagać na co dzień postawy chrześcijanina. Często angażując się w większe dzieła, zapominamy o tym naszych codziennych. Jest nas coraz więcej. Nie z każdym można porozmawiać. Nie każdego można zauważyć. Poza tym, czasem tak trudno powiedzieć grupie, że ma się inne zdanie. Zwykły mechanizm, któremu podlegają ludzie - wolą iść za grupą. Czasem brakuje zaufania, by być do końca sobą.
Wyzwaniem dla nas jest, abyśmy zawsze stawiali Boga na pierwszym miejscu.
Z jednej strony jest to pytanie dość banalne. Z drugiej strony nieraz sama z trudem poszukuję na nie odpowiedzi. Duszpasterstwo akademickie - to powinno mówić samo za siebie. Przychodzi mi na myśl porównanie do grupy przyjaciół - są razem na co dzień, ale tak rzadko dociekają, czym jest przyjaźń! Kiedy pojawia się pytanie, stają w jego obliczu bezradni. Odpowiedzi są różne, zależnie od chwili i doświadczeń, od uczuć i wydarzeń. Ja sama nieraz zastanawiałam się, czym jest duszpasterstwo, widząc, że wszystko jest dobrze i niemal nie wierząc, iż tak może być. Kiedy indziej chwile refleksji nachodzą mnie w czasie zwątpienia w ideę duszpasterstwa, a raczej - w sposób jej realizacji.
Dla mnie duszpasterstwo to już trzy lata, nawet trochę dłużej.
Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej.
Zaczynałam, kiedy było nas bardzo mało. Ponoć na mszę akademicką przychodziło więcej osób, ale ja ich nie znałam. Najpierw trafiłam na spotkanie biblijne. Później, za namową kolegi, na modlitwę w duchu Taize. Zamierzałam tylko zobaczyć, jak jest. Nie zamierzałam jechać na Europejskie Spotkanie Młodych, ale tak się ułożyły sprawy, iż pojechałam. Jakkolwiek może to zabrzmieć, byłam tym faktem szczerze zdziwiona... Do tej pory modlitwy Taize znaczą dla mnie najwięcej.
Początkowo duszpasterstwo było dla mnie przede wszystkim spotkaniem z Bogiem. Tego najbardziej potrzebowałam i szukałam. Potem zaczęłam powoli poznawać kolegów, przyjaciół, zaczęły powstawać więzi międzyludzkie. Takie normalne jak w innych grupach przyjaciół.
Nie da się ukryć, że duszpasterstwo to przede wszystkim wspólnota. Spotkania na modlitwie zazwyczaj kończą się długimi rozmowami w kawiarence parafialnej czy naszej akademickiej salce. Spotykamy się też tak, jak grupa przyjaciół, zupełnie prywatnie. Rozmawiamy, oglądamy filmy. Każdy wyjazd, a nawet każdy dzień sprawia, że znamy się coraz lepiej. Poznajemy nawzajem swoje talenty i mamy możliwość wykorzystania ich z pożytkiem dla innych. Jeśli by ktoś myślał, że wszyscy jesteśmy równie energiczni i pełni pomysłów na każdą okazję - byłby w błędzie.
Jesteśmy bardzo różni. To dobrze. Tak możemy więcej zrobić. Do duszpasterstwa trafiają różne osoby. Czasem takie, które kiedyś wcale nie były blisko kościoła. Mierząc ludzką miarą nigdy nie trafiłyby do duszpasterstwa, choćby przez własne zdanie o sobie. Jest w tym pewien fenomen, którego wiara nie pozwala nazwać "przypadkiem"...
Bycie w duszpasterstwie bywa trudne. Paradoksalnie wcale nie chodzi o czas! Czas i siły można znaleźć, jeśli się tego naprawdę chce. Nieraz zagubi nam się gdzieś prawdziwy sens duszpasterstwa. Za bardzo - spotkanie ze znajomymi. Za mało - spotkanie z Bogiem. Nieraz zapominamy, że od młodzieży z duszpasterstwa można więcej wymagać. Nie tyle deklaracji słownych, zbiorowych akcji, przygotowania czegoś, pomocy w czymś. Najtrudniej pamiętać, że musimy od siebie wymagać na co dzień postawy chrześcijanina. Często angażując się w większe dzieła, zapominamy o tym naszych codziennych. Jest nas coraz więcej. Nie z każdym można porozmawiać. Nie każdego można zauważyć. Poza tym, czasem tak trudno powiedzieć grupie, że ma się inne zdanie. Zwykły mechanizm, któremu podlegają ludzie - wolą iść za grupą. Czasem brakuje zaufania, by być do końca sobą.
Wyzwaniem dla nas jest, abyśmy zawsze stawiali Boga na pierwszym miejscu.













